University of Almeria, Hiszpania – 2024

Mój wyjazd na Erasmusa do Almerii odbył się na drugim roku licencjatu, w semestrze letnim (od lutego do końca czerwca 2024 roku). Wybór Hiszpanii okazał się strzałem w dziesiątkę, a sama Almeria – choć jest mniejszym miasteczkiem – ujęła mnie i moje dwie koleżanki z roku swoim klimatem, spokojem i niesamowitą kameralnością. Z perspektywy czasu uważam, że to idealne miejsce na wymianę, w którym bardzo szybko można poczuć się jak u siebie. Przez to, że miasto jest nieduże, w zasadzie każdy się zna i wszyscy studenci z wymiany tworzą jedną wielką rodzinę. My bardzo szybko zbudowałyśmy swoją paczkę znajomych, która przetrwała do samego końca wyjazdu, a z wieloma osobami mamy zresztą kontakt do dziś.

Najlepszą opcją dojazdu z Polski okazał się lot z Krakowa do Malagi, skąd bezpośrednim autobusem firmy Alsa jechałyśmy już prosto do Almerii. Razem z dziewczynami wybrałyśmy to miejsce głównie ze względu na położenie w Andaluzji i bliskość morza – zależało nam na plażowaniu i pod tym względem zdecydowanie niczego nam nie zabrakło! Praktycznie wszyscy Erasmusi mieszkali w dzielnicy El Zapillo, położonej dosłownie tuż przy plaży. Dzięki temu mieliśmy do siebie bardzo blisko, więc spotkania po zajęciach wychodziły całkowicie naturalnie. Na samą uczelnię podjeżdżałyśmy autobusem (około 12–15 minut), przystanki miałyśmy mega blisko, a komunikacja działała bez zarzutu. Wielu studentów jeździło też na rowerach, choć trzeba było mocno uważać na kradzieże. Jeśli chodzi o centrum i nocne życie, imprezy odbywały się głównie w jednym klubie, do którego spacer zajmował około 30 minut.

Największym atutem Universidad de Almería jest jego bezkonkurencyjne położenie – cały, ogromny kampus znajduje się bezpośrednio nad samym morzem. Studiowanie w takim miejscu to czysta przyjemność. Na terenie uczelni, poza budynkami dydaktycznymi, znajduje się świetna biblioteka, kawiarnie, sklepiki oraz kapitalne zaplecze sportowe z basenem, siłownią i boiskami do padla. Na wymianie było około 400 studentów z całego świata, więc międzynarodową atmosferę czuło się na każdym kroku. Tuż przed startem semestru ESN zorganizował Orientation Weekend z masą imprez i integracji, a sama uczelnia przywitała nas bardzo ciepło podczas oficjalnego Welcome Day.


Jeśli chodzi o kwestie akademickie, oferta przedmiotów w języku angielskim była dość ograniczona i ich godziny potrafiły się nakładać, ale na szczęście udało mi się ułożyć plan tak, że nie musiałam już nic zmieniać na miejscu. Dużym plusem była możliwość wybierania kursów zarówno z poziomu licencjackiego, jak i magisterskiego. Poziom zajęć był w miarę wyrównany, a sami prowadzący posługiwali się angielskim bez problemu. Sesja końcowa przebiegła sprawnie i bez większego stresu, a dla chętnych była też opcja poprawek lub podejścia do egzaminów w zerowym terminie.

Oprócz plażowania i poznawania ludzi zależało nam na podróżowaniu i zwiedzeniu Hiszpanii oraz okolicy. Almeria co prawda ma własne lotnisko, ale nie oferuje ono zbyt wielu kierunków, dlatego większość lotniczych wycieczek zaczynałyśmy z Malagi (gdzie bez problemu docierałyśmy autobusem z dworca w Almerii). W samej Hiszpanii udało mi się odwiedzić Grenadę, Barcelonę, Madryt, Walencję oraz Gran Canarię. Bilety lotnicze były niesamowicie tanie – przykładowo na Gran Canarię poleciałyśmy w dwie strony za około 40 euro! Sporo wyjazdów organizował też ESN, z czego chętnie korzystała większość studentów – tak całą ekipą wybraliśmy się m.in. do Murcji, Kartageny czy na Gibraltar. Poza Hiszpanią udało mi się dotrzeć nawet do Maroka – wyszło to trochę drożej, ale wciąż nieporównywalnie taniej niż z Polski.

Nie obyło się jednak bez przygód. Niestety w naszym mieszkaniu pojawiły się robaki – coś jak małe karaluchy. Na początku myślałyśmy, że przychodzą z zewnątrz i próbowałyśmy z nimi walczyć sprayami oraz pułapkami, ale okazało się, że problem leży wewnątrz budynku. Po konsultacji z naszym landlordem, w połowie kwietnia musiałyśmy spakować wszystkie swoje rzeczy (oraz całą kuchenną zastawę itp., co było wykańczającym i całodniowym zajęciem) i wyprowadzić się na 2 dni, aby można było przeprowadzić dezynfekcję. Na szczęście miałyśmy gdzie przenieść się na ten czas. Po powrocie do mieszkania zastałyśmy masę zdechłych robaków, co nie było zbyt przyjemnym widokiem, ale idealnie złożyło się tak, że następnego dnia wylatywałyśmy na Gran Canarię. Dogadałyśmy się z landlordem, że pod naszą nieobecność ktoś posprząta lokum, więc po wycieczce wystarczyło się tylko rozpakować. Problem zniknął na jakiś czas – pod koniec wyjazdu znów mignęło nam parę robaczków, ale po prostu je zignorowałyśmy, bo i tak wracałyśmy do Krakowa.

Mimo że cała ta sytuacja była dość ohydna, absolutnie nie zepsuła nam wyjazdu! Przygotowania i formalności przed wyjazdem wymagają odrobiny cierpliwości, ale te 5 miesięcy spędzonych w Hiszpanii było po prostu niesamowite i ciężko to porównać z czymkolwiek innym. Łączenie studiów z wyjściem na plażę po zajęciach, hiszpańskim stylem życia i poznawaniem ludzi z całego świata daje ogromną pewność siebie i zupełnie nową
perspektywę. Taka szansa nie trafia się często i trzeba z niej korzystać – z całego serca polecam taką wymianę każdemu, kto jeszcze się zastanawia!

Ania Kowalska
Absolwentka Global Business Services 2022-2025